Rozszarpani przez Influencerów: Media Społecznościowe i Dezinformacja Oczami Fenrira – Psychologia Młodych w Wilczym Świecie
Brutalny wpływ influencerów i dezinformacji w mediach społecznościowych na psychikę młodych ludzi.
LEGOWISKOOCZAMI FENRIRA
Wilk Fenrir
4/14/20268 min czytać


Zapach krwi w cyfrowym lesie
Żyjemy w epoce, w której największym autorytetem dla czternastolatka nie jest nauczyciel, nie jest rodzic, nie jest naukowiec, a jest człowiek, który nagrał się telefonem w łazience, mówiąc mu, że Ziemia jest płaska, a szczepionki to spisek jaszczuroludzi. I dostał za to milion wyświetleń. Milion. Pozwól, że to do Ciebie dotrze.
Ja, jako osoba od lat zafascynowana mechanizmami psychologii społecznej, patrzę na ten krajobraz jak wilk, który wrócił do lasu po długiej nieobecności i zastał stado owiec prowadzone przez najbardziej hałaśliwą owcę, nie najmądrzejszą, nie najsilniejszą, lecz najgłośniejszą. I to stado biegnie za nią prosto w przepaść, machając ogonami z radości.
Ten artykuł nie jest kolejnym łagodnym komentarzem o „problemach mediów społecznościowych". To jest sekcja zwłok zjawiska, które pożera zdolność krytycznego myślenia całego pokolenia. Zjawiska, za które trzysta lat temu czekałby stos, a dziś czeka błękitna odznaka i kontrakt reklamowy. Będę brutalny, bo temat na to zasługuje. Będę sarkastyczny, bo czasem śmiech to jedyna alternatywa dla krzyku. Ale przede wszystkim będę szczery do bólu, bo ktoś w końcu musi.
Jeśli po przeczytaniu tego tekstu poczujesz dyskomfort to dobrze. To znaczy, że coś w Tobie jeszcze myśli samodzielnie. A jeśli nie poczujesz nic totym bardziej powinieneś czytać dalej, bo być może jesteś już częścią stada, które prowadzi wilk w owczej skórze.
Teza jest prosta: kultura influencerów stała się jednym z najpotężniejszych narzędzi dezinformacji, infantylizacji i psychicznej destrukcji młodych pokoleń i czas, żebyśmy przestali udawać, że to „po prostu rozrywka".
Anatomia drapieżnika, czyli kim naprawdę jest influencer?
W biologii istnieje pojęcie pasożytnictwa tzn.: organizm żyje kosztem żywiciela, czerpiąc z niego zasoby i dając w zamian nic poza chorobą. W psychologii społecznej mamy odpowiednik tego zjawiska i właśnie patrzysz na niego każdego dnia w swoim telefonie.
Influencer — słowo, które brzmi niemal szlachetnie: „osoba wpływająca". Ale wpływająca na co? Na decyzje zakupowe? Na światopogląd? Na poczucie własnej wartości nastolatka, który porównuje swoje zwykłe życie z wyretuszowaną rzeczywistością kogoś, kto zarabia na tym porównaniu? Tak na wszystko powyższe, i to jednocześnie.
Mechanizm jest bestialsko prosty i właśnie dlatego tak skuteczny. Psycholog Robert Cialdini opisał sześć zasad wpływu społecznego. Influencerzy używają ich wszystkich, najczęściej nie mając pojęcia, że to robią. Społeczny dowód słuszności: „milion ludzi to ogląda, więc musi być prawdą". Reguła lubienia: „jest ładna i uśmiechnięta, więc ufam jej w kwestii suplementów diety". Autorytet: „ma trzy miliony followersów, więc wie, co mówi o geopolityce". To nie jest wpływ, to psychologiczna manipulacja, tyle że dokonywana z uśmiechem i kodem rabatowym.
W naturze wilk poluje uczciwie. Gonisz ofiarę, walczysz, wygrywasz lub przegrywasz. Tu zasady są inne. Tu drapieżnik udaje przyjaciela. Mówi „kochani", „moi drodzy", „jesteśmy rodziną" , a potem sprzedaje Ci krem za dwieście złotych, który kosztował pięć. I jeszcze dziękujesz mu za to.
Fabryka iluzji, jak algorytmy hodują stada?
Żaden influencer nie działa w próżni. Za nim stoi maszyna, przy której dzieła Orwella wyglądają jak bajki na dobranoc, czyli tzw. algorytm.
Algorytmy mediów społecznościowych są zaprojektowane tak, aby maksymalizować jedno: czas, który spędzasz na platformie. Nie mądrość. Nie wiedzę. Nie zdrowie psychiczne. Czas. A co trzyma człowieka najdłużej? Emocje. Złość, strach, oburzenie, zazdrość, pożądanie. Im bardziej kontrowersyjny, głupi lub prowokacyjny jest materiał, tym dłużej gapisz się w ekran. Algorytm to widzi i serwuje ci więcej tego samego.
To jest jak wilczy teren łowiecki, tyle że zaprojektowany sztucznie. Wyobraź sobie las, w którym ktoś celowo stworzył ścieżki prowadzące zwierzynę prosto w pułapkę. Zwierzyna myśli, że idzie do wodopoju, a trafia do rzeźni. Tak właśnie działa bańka informacyjna: algorytm wie, co lubisz oglądać, i zamyka cię w klatce twoich własnych uprzedzeń, karmiąc je, aż urosną do rozmiarów, które uniemożliwiają jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.
Badania przeprowadzone w ramach wewnętrznych analiz dużych platform technologicznych wykazały jednoznacznie, że platformy wiedziały o negatywnym wpływie swoich produktów na zdrowie psychiczne nastolatków, zwłaszcza dziewcząt i nie zrobiły z tym nic. Powtórzę: wiedziały, że ich produkt szkodzi dzieciom, i dalej go sprzedawały. W każdej innej branży mielibyśmy do czynienia ze skandalem i procesami sądowymi. Tu mamy dalej radosne scrollowanie.
Carl Gustav Jung pisał o cieniu, ukrytej, nieświadomej części psychiki, którą wypieramy. Algorytm jest cieniem technologii: stworzony, by pomagać, zamienił się w narzędzie kontroli. A influencerzy? Są twarzą tego cienia. Uśmiechniętą, przefiltrowaną twarzą.
Fake newsy — trucizna w owczym mleku.
Przejdźmy do sedna jednego z najbardziej destrukcyjnych aspektów influencerskiej kultury: dezinformacji.
Kiedyś, żeby rozpowszechniać niebezpieczne bzdury, trzeba było mieć dostęp do prasy, radia, telewizji. Były redakcje, byli redaktorzy, byli choć niedoskonali strażnicy merytorycznego minimum. Dziś wystarczy telefon i brak wstydu. Jakiś człowiek bez żadnego wykształcenia medycznego mówi w relacji na Instagramie, że pewna substancja leczy raka. Tysiąc osób udostępnia. Pięć rezygnuje z chemioterapii. Jedna umiera. I co? I nic bo „to tylko opinia", „każdy ma prawo do swojego zdania", „nie mówię, żeby nie chodzić do lekarza, ale...".
To „ale" jest słowem, które zabija.
Psychologia poznawcza zna mechanizm zwany efektem Dunninga-Krugera: osoby o niskich kompetencjach w danej dziedzinie systematycznie przeceniają swoją wiedzę. Influencerzy są żywą manifestacją tego efektu z tą różnicą, że ich przeceniona wiedza trafia nie do jednej głowy, lecz do milionów. Człowiek, który nie odróżnia korelacji od związku przyczynowego, tłumaczy milionowej publiczności, jak działa system immunologiczny. I widownia klaszcze.
W naturze wilk, który nie zna terenu, ginie. Prowadzi stado w nieznane, a stado ginie razem z nim. To jest naturalny filtr głupoty. W internecie tego filtra nie ma. Tu głupota nie ginie, a ona się mnoży, mutuje i staje się odporna na fakty, jak superbakteria na antybiotyki.
Wystarczy spojrzeć na fale dezinformacji podczas każdego kryzysu społecznego: za każdym razem influencerzy bez żadnej merytorycznej podstawy stają się samozwańczymi ekspertami, serwując milionom swoich wyznawców teorie tak absurdalne, że średniowieczni inkwizytorzy pokiwaliby głowami z uznaniem.
Ekonomia atencji, czyli ile kosztuje Twoja dusza?
A teraz porozmawiajmy o pieniądzach, bo pieniądze są krwią tego systemu.
Ekonomia atencji to model, w którym najcenniejszym zasobem nie jest złoto, ropa ani nawet dane. A jest nią Twoja uwaga. Każda sekunda, którą spędzasz na oglądaniu influencera, jest sekundą, za którą ktoś płaci. I nie mówię tu metaforycznie. Mówię dosłownie: reklamodawcy płacą za twoje gałki oczne, a influencer jest pośrednikiem. Handlarzem twojej uwagi.
I tu dochodzimy do fundamentalnej patologii systemu: influencer nie jest motywowany, żeby mówić prawdę. Jest motywowany, żeby utrzymać twoją uwagę. A prawda, niestety, jest często nudna, skomplikowana i niewygodna. Kłamstwo jest proste, emocjonalne i klika się samo. Co myślisz, że wybierze osoba, której przychody zależą od klikalności?
Wilk poluje, żeby przeżyć, to instynkt. Influencer „poluje" na twoją uwagę, żeby zarobić, to kalkulacja. I w tej kalkulacji twoje zdrowie psychiczne, twoja odporność na manipulację, twoja zdolność krytycznego myślenia, to są po prostu koszty, które ponosi ktoś inny. Eksternalizacja odpowiedzialności w najczystszej postaci.
Średni nastolatek spędza dziś wiele godzin dziennie na platformach społecznościowych. Pomyśl, co by się stało, gdyby choć połowę tego czasu poświęcił na czytanie książek, naukę, rozmowę z mądrymi ludźmi. Ale tego nie robi, bo żadna książka nie ma algorytmu, który dopamina-po-dopaminie uzależnia mózg tak skutecznie jak krótkie, intensywne filmiki.
Psychologiczny pogrom, co influencerzy robią z głowami młodych?
Tu dochodzimy do terenu, na którym żarty się kończą.
Badania z zakresu psychologii klinicznej i psychiatrii jednoznacznie wiążą intensywne korzystanie z mediów społecznościowych z rosnącymi wskaźnikami depresji, lęku, zaburzeń odżywiania i myśli samobójczych wśród nastolatków. To nie są korelacje wyssane z palca, to powtarzalne wyniki badań prowadzonych przez renomowane instytucje naukowe na całym świecie.
Mechanizm jest psychologicznie brutalny w swojej prostocie. Nastolatek to istota w fazie formowania tożsamości, z niedojrzałą korą przedczołową odpowiedzialną za ocenę ryzyka i długoterminowe planowanie jest bombardowany obrazami „idealnego życia". Idealne ciało. Idealna twarz. Idealny związek. Idealne mieszkanie. Idealne jedzenie. Idealne wszystko. A potem patrzy w lustro i widzi pryszcze, normalne ciało i pokój w bloku. I myśli: „coś jest ze mną nie tak".
Nie, nic z tobą nie jest nie tak. Coś jest nie tak z systemem, który wmawia ci, że normalność to porażka.
Erik Erikson pisał o kryzysie tożsamości w adolescencji jak o naturalnym etapie, w którym młody człowiek szuka odpowiedzi na pytanie „kim jestem?". Influencerzy przejmują ten proces i oferują gotową odpowiedź: „Bądź jak ja. Kupuj to, co ja. Myśl tak, jak ja". To nie jest budowanie tożsamości, to jej kolonizacja.
Wilk w stadzie ma swoją pozycję, swoją rolę, swoje miejsce w hierarchii, które wynika z jego faktycznych umiejętności i siły. W świecie influencerów hierarchia jest sztuczna, wynika z liczby followersów, a ta z kolei wynika z algorytmu. Młody człowiek internalizuje tę sztuczną hierarchię i zaczyna mierzyć swoją wartość liczbą lajków. To jest patologia o skali, której nie widziała żadna poprzednia generacja.
Jak wyrwać się ze stada, manifest samodzielnego myślenia.
I tu dochodzimy do najważniejszej części tego tekstu. Bo krytykować jest łatwo — trudniej jest zaproponować rozwiązanie.
Pierwsza zasada: miej swój rozum i używaj go jak wilk używa kłów — codziennie, bez wyjątku, bez przepraszania. To nie jest slogan. To jest instrukcja przetrwania w epoce informacyjnego chaosu.
Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że za każdym razem, gdy widzisz jakieś sensacyjne stwierdzenie w internecie, zatrzymujesz się i pytasz: kto to mówi? Jakie ma kwalifikacje? Jaki ma interes w tym, żebym w to uwierzył? Czy istnieją wiarygodne źródła, które to potwierdzają?
Oznacza to, że nie przyjmujesz żadnej „prawdy" tylko dlatego, że mówi ją ktoś z dużą liczbą obserwujących. Popularność nigdy nie była i nigdy nie będzie dowodem słuszności. Najpopularniejsze poglądy w historii ludzkości wielokrotnie okazywały się katastrofalnie błędne.
Oznacza to, że uczysz się rozróżniać opinię od faktu, korelację od przyczynowości, anegdotę od dowodu naukowego. To są umiejętności, które powinny być nauczane w każdej szkole, a nie są co samo w sobie jest skandalem.
Oznacza to wreszcie, że akceptujesz dyskomfort nie-wiedzy. Wilk nie udaje, że zna cały las — eksploruje, węszy, sprawdza. Influencer udaje, że wie wszystko, bo przyznanie się do niewiedzy nie generuje klików. Ty nie musisz generować klików. Ty musisz generować myśli.
Podsumowanie: Obudź w Sobie wilka!
Podsumujmy tę podróż przez cyfrowy las pełen drapieżników udających pasterzy.
Pokazałem Ci, czym naprawdę jest influencer w kontekście psychologii społecznej. Nie autorytetem, lecz sprzedawcą uwagi, który żyje z twoich emocji. Pokazałem Ci, jak algorytmy tworzą bańki informacyjne, które więzią cię w klatce twoich własnych uprzedzeń. Pokazałem Ci, jak fake newsy rozprzestrzeniane przez ludzi bez kompetencji zagrażają nie tylko intelektowi, ale i zdrowiu — czasem życiu. Pokazałem Ci ekonomię, w której jesteś produktem, nie klientem. I pokazałem Ci, co ten system robi z psychiką młodych ludzi rozbija ją na kawałki, a potem sprzedaje klej za trzydzieści dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć złotych, z kodem rabatowym od influencera.
Celem tego artykułu nie było wywoływanie paniki, było nim wywołanie myślenia. Bo to jest najrzadsza i najcenniejsza waluta współczesnego świata: samodzielna, krytyczna myśl. Nie lajk. Nie udostępnienie. Nie obserwacja. Myśl.
Wilk nie przetrwał milionów lat ewolucji, bo był najsilniejszy czy najszybszy. Przetrwał, bo myślał, współpracował ze stadem i nie dał się oszukać fałszywym tropom. Bądź wilkiem. Nie owcą prowadzoną przez najgłośniejszą owcę w stadzie.
Miej swój rozum. Używaj go brutalnie, bezlitośnie i codziennie. To jest jedyna broń, której żaden algorytm, żaden influencer i żaden trend nie są w stanie Ci odebrać,chyba że sam(a) ją oddasz.
I nie oddawaj jej! Nigdy!
